Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy (1)

Historia Starachowice

Łysa Góra to według zgodnych opinii najsłynniejsze miejsce w naszym regionie. Zarówno pod względem przyrodniczym, jak i historycznym. Znaleziono tu ślady życia sprzed setek milionów lat. Powstanie w tym miejscu ośrodka kultowego sięga czasów kultury łużyckiej, a jego rozwój przypada na okres wpływów rzymskich i wczesnego średniowiecza. Do opactwa świętokrzyskich benedyktynów ciągnęły tysiące pielgrzymów.

Ale Święty Krzyż upamiętnił się także jako miejsce odosobnienia. Urządzone tu w końcu dziewiętnastego stulecia przez władze carskie ciężkie więzienie przetrwało do 1939 roku.

Wracam do tego tematu w związku z ukazaniem się w dodatku do Gazety Wyborczej (z 30 stycznia 2012 r) artykułu Ewy Tomaszewicz, zawierającego wiele nieznanych dotąd szczegółów o najsłynniejszym z tutejszych więźniów, Sergiuszu Piaseckim. Więźniu, który napisał tu swą pierwszą powieść.

Autorka to wnuczka owego Piaseckiego. Że jest jego wnuczką dowiedziała się po wielu latach, gdyż Babcia Jadwiga starała się ten fakt zachować dla siebie. Uważała, że nie ma się kim chwalić. Także ojciec powiedział jej o tym dopiero wówczas, gdy Sergiusz „stał się w Polsce legalny”. I gdy ukazał się pierwszy od wojny, legalnie wydany egzemplarz napisanej przez niego książki Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy. Po śmierci babci w 1989 roku znaleziono pośród pozostawionych przez nią rzeczy wiele dokumentów, które rzuciły pełniejsze światło na historię rodziny.

A oto niektóre dalsze wiadomości, zaczerpnięte z wymienionego artykułu pani Ewy:

Sergiusz Piasecki, urodzony 1 kwietnia 1901 roku, w Lachowiczach koło Baranowa (dziś Białoruś) to nieślubny syn zruszczonego szlachcica. Ponieważ atmosfera w domu mu nie odpowiadała, często marzył o ucieczce.

Chodził do szkoły kolejno: w Mińsku, Bobrujsku i Włodzimierzu. Lubił czytać książki, ale obowiązującego systemu edukacji nie cierpiał. We włodzimierskiej szkole do „łatki” nieślubnego dziecka, dopięto mu „łatę” Polaka, mimo, że był zrusyfikowany. Prowokowany – wszczynał bójki w klasie, a jedna z nich skończyła się karnym przeniesieniem na dalszą naukę do Pokrowa. Eskalacja konfliktów doprowadziła do dramatycznego finału, kiedy to – jak stwierdził – wprost ze szkoły, w jasnym gimnazjalnym palcie i granatowej czapce z palmami, dostał się do więzienia. Po ucieczce z miejsca odosobnienia powrót do domu nie był już możliwy, wobec czego rozpoczął samodzielne życie. Życie w podejrzanym otoczeniu i nie zawsze zgodne z prawem.

Mając 18 lat wstąpił do „Zielonego Dębu” – organizacji powstańczej, współdziałającej z Wojskiem Polskim. W roku 1920 trafił do Szkoły Podchorążych w Warszawie i walczył przez pewien czas w obronie stolicy przed nacierającą armią sowiecką. W czerwcu 1921, już jako podchorąży, znalazł się w formacjach białoruskich, działających przy armii polskiej. A po demobilizacji szybko się przekonał, że i w nowej ojczyźnie nie będzie mu łatwo. Nie miał zawodu, pracy i pieniędzy.

Los przejściowo uśmiechnął się do niego w sierpniu 1922 roku, gdy zwerbowano go do polskiego wywiadu, tzw. Dwójki (Oddział II Sztabu Generalnego). Został zwiadowcą. Ale ponieważ za tę pracę otrzymywał bardzo skromne wynagrodzenie, począł zajmować się jednocześnie nielegalnym przemytem.

Dokończenie w następnym numerze.

Aleksander Pawelec
Z kart rodowodu odc. 781/nr 11/2012 r.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.