Lesiowscy

Historia

Z cyklu artykułów Aleksandra Pawelca – „Z kart rodowodu”

Dom na Orłowie, stojący u zbiegu ulic Stalowej i Perłowej, zamieszkiwany niegdyś przez Donata i Katarzynę Lesiowskich, uważany jest za miejsce historyczne. Miejsce, w którym od pierwszych tygodni hitlerowskiej okupacji odbywały się konspiracyjne narady członków rodzącego się ruchu oporu.

Pewnego dnia, kilkanaście lat po wojnie, Donat Lesiowski, którego znałem osobiście, zaprowadził mnie do miejsca u dolnego wylotu ulicy Nauczycielskiej, w którym 19 stycznia 1940 roku dokonano zamachu na życie kolaborującego z okupantem kapitana Wojska Polskiego, Witolda Hajdukiewicza. Opowiedział o przebiegu tej akcji i o tym, jak wyglądały początki „Pobudki”, której był współtwórcą.

  • W listopadzie 1939 roku – stwierdził – przyszli do naszego domu Franciszek Romanowski i Michalski, by wciągnąć nas do pracy w powstającej, tajnej organizacji niepodległościowej. Nas, to znaczy moją żonę Katarzynę i mnie. Podczas rozmowy zaproponowali redagowanie i kolportowanie konspiracyjnej gazety, mającej krzepić rodaków w ich oporze przeciw poczynaniom najeźdźcy. Przyjęliśmy to niebezpieczne zadanie, gdyż byliśmy przekonani, że takie działanie jest niezbędne. Obydwoje mieliśmy wówczas spore doświadczenie w pracy społecznej i publicystycznej.

Towarzyszka mego życia, Katarzyna, pochodziła z Lubelszczyzny. Urodziła się w rodzinie chłopskiej. Miała duże uzdolnienia literackie, a jako poetka debiutowała już przed pierwszą wojną światową. Jej utwory ukazywały się w wydawanych wówczas czasopismach ludowych, m.in. na łamach „Przyjaciela Ludu” i „Strzechy Rodzinnej”. Angażowała się zwłaszcza po stronie ludzi biednych, wywodzących się z rodzin chłopskich i robotniczych. Za czasów austriackich należała do Polskiej Organizacji Wojskowej. Jako żołnierka Ochotniczej Legii Kobiet uczestniczyła w 1920 w obronie Polski przed nacierającą armią sowiecką. W następnych latach udzielała się m.in. w Związku Literatów Ludowych i pisywała także prozą. Również ja zajmowałem się publicystyką.

„Pobudka” była pismem wykonywanym na powielaczu, wydawanym w nakładzie 150 – 300 egzemplarzy co dwa tygodnie. Nie zawsze jednak udawało się nam dotrzymywać założonych terminów. W chwilach nasilenia inwigilacji gestapo, gdy niebezpieczeństwo wzrastało, następowały przerwy w wydawaniu gazety. Zmienialiśmy też miejsce, w którym dokonywano druku.

Zamieszczane komunikaty i wiadomości o sytuacji w kraju i Europie pochodziły z nasłuchu radiowego. W „Pobudce” nie brak było także krótkich opowiadań i dowcipnych aforyzmów, ośmieszających hitlerowskich władców i funkcjonariuszy. W materiałach lokalnych, uzyskiwanych m.in. od miejscowych współpracowników, staraliśmy się piętnować miejscowych konfidentów, ludzi, którzy doprowadzili do wielu nieszczęść. Ostrzegaliśmy przed nimi. Mimo tego, wskutek donosów, z rąk okupantów już na początku wojny zginęło wielu zaangażowanych żołnierzy Związku Walki Zbrojnej. Należał do nich jeden z inicjatorów wydawania „Pobudki”, Franciszek Romanowski. W warunkach ustawicznego zagrożenia, udało nam się wydać 32 numery tego pisma.

Katarzyna Lesiowska „Atma” nie przeżyła hitlerowskiej okupacji. Zmarła 25 czerwca 1943 r. na gruźlicę płuc, na którą nie miano wówczas lekarstwa. Osamotniony Donat ożenił się po wojnie po raz drugi. Pojął za żonę Wandę Szczęsną, mającą w swym życiorysie podobne jak Katarzyna przeżycia. Ta działaczka Związku Harcerstwa Polskiego, była komendantka hufca w Mławie, także walczyła w obronie Polski. We wrześniu 1939 jako sanitariuszka należała do załogi obleganej twierdzy Modlin. A potem, aresztowana przez gestapo za udział w Ruchu Oporu, do końca wojny dzieliła los więźniów obozu koncentracyjnego w Ravensbruck.

Donat Lesiowski pracował przez wiele lat w dziale Głównego Technologa FSC. Był też korespondentem miejscowej gazety fabrycznej „Budujemy Samochody”. Pisywał zwłaszcza artykuły o charakterze wspomnieniowym, przybliżając czytelnikom wojenne epizody, których nie był w stanie nigdy zapomnieć. Zmarł w sędziwym wielu w 1978 roku. Opiekująca się nim druga małżonka Wanda przeżyła go o 14 lat.

Aleksander Pawelec (nr 6/2012)

Dodaj komentarz