starachowice
home
RSS

Wysokie kary za napad na lombard

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

Po ponad 2 latach od napadu na lombard w Starachowicach, oskarżeni o dokonanie tego przestępstwa mężczyźni, zostali rozliczeni z wymiarem sprawiedliwości.…

W środę (25 października), przed Sądem Rejonowym, zapadł nieprawomocny wyrok. Śledczy żądali wysokich kar pozbawienia wolności, a także pieniężnej rekompensaty dla pokrzywdzonego właściciela lombardu, w postaci ponad 35 tys. zł. Jak zgromadzony materiał dowodowy został oceniony?

 

Zanim prokurator oraz obrońca oskarżonych o napad, do jakiego doszło 31 stycznia 2015 r. w Starachowicach, wygłosili mowy końcowe, sąd prześledził nagrania z kamer monitoringu. Jednak nie tego, gdzie miało dojść do przestępstwa, a z lombardu usytuowanego w bliskiej odległości, od miejsca napadu. Obie placówki dzieliło zaledwie kilkadziesiąt metrów w linii prostej, ok. 4 minuty drogi pieszo. To, że młodszy z oskarżonych mężczyzn był tego samego dnia w drugim lombardzie, dla policji i nadzorującej postępowanie Prokuratury Rejonowej, od razu stało się podejrzane.

– To lombard przy ul. Spółdzielczej. Mężczyzna, który tam jest, to ja. Czy rzeczywiście tam byłem? Dziś nie jestem w stanie sobie tego przypomnieć. Nie pamiętam również jak byłem ubrany – powiedział oskarżony. Na nagraniu widać jak najpierw wchodzi do środka i rozgląda się po wystawionych przedmiotach. W ręku trzyma telefon komórkowy, na którym coś sprawdza lub dzwoni. Ubrany jest w niebieską bluzę z kapturem, ciemny bezrękawnik, szare spodnie dresowe, a także buty sportowe typu adidas, ostrzyżony krótko, na tzw. jeżyka.

Miał być drugi napad?

Godz. 19.42 i 48 sek. otwiera drzwi i wychodzi. Nie da się jednak dostrzec tego, czy prowadzi rozmowę. Faktem jest, iż ma włączony wyświetlacz. – Dziś nie pamiętam, po co tam byłem. Chodziłem do tego lombardu często – powiedział podczas rozprawy. Że tak było, potwierdza również nagranie z kolejnej z kamer zainstalowanych w środku pomieszczenia. Mężczyzna nie oddala się zbyt daleko. Znajduje się przy drzwiach lombardu. Po chwili odchodzi, w kierunku ulicy, znikając z pola widzenia kamer.

Godz. 19.49, 59 sek. u góry ekranu widać mrugnięcie światłami z nieustalonego samochodu. Opisywany wcześniej mężczyzna w bluzie z kapturem, zbliża się pod drzwi lombardu, stoi oparty prawdopodobnie o witrynę lub ścianę. W rękach trzyma komórkę, patrząc cały czas w kierunku auta. Ponad pół minuty później wykonuje ruch ręką do przodu i cofa ją, tak jakby dawał znak innej osobie. Odpala papierosa. Odchodzi i patrzy na samochód, by po chwili wrócić ponownie. Wszystko dzieje się błyskawicznie, ponad 10 minut po tym, jak pierwszy z lombardów został już obrabowany.

Jakie wnioski z nagrania wyciągnęli śledczy? Jedna z przyjętych hipotez zakładała, że oskarżeni, tego samego dnia, zaledwie kilka minut później, być może, planowali drugi skok. W czasie, kiedy w pobliżu okradzionego lombardu zaroiło się od policji, kolejnym celem miał być ten, przy ul. Spółdzielczej. Do drugiego przestępstwa nie doszło, a napastnicy musieli jak najszybciej uciekać. Druga wersja, to alibi, jakie być może oskarżony duet w ten sposób miał zamiar sobie wyrobić.

Prokurator: 8 i 6 lat więzienia

W mowie końcowej, Krzysztof Grudniewski, zastępca prokuratora rejonowego w Starachowicach wnioskował o wymierzenie oskarżonym wysokich kar pozbawienia wolności. Dla starszego z nich 8, a młodszego 6 lat więzienia.

– Wątpliwości co do winy podejrzanych osób były tylko na początku, kiedy postępowanie w tej sprawie, z powodu niewykrycia sprawców zostało umorzone. Wytypowano 3 osoby, jakie mogły mieć związek z przestępstwem – stwierdził oskarżyciel publiczny.

– Kluczowym dowodem okazały się jednak zeznania kobiety, która przyznała, że oskarżeni byli wykonawcami napadu. Z rozmów, jakich była świadkiem, miało wynikać, iż obaj dokonali napadu. Pozostawiony przez jednego z oskarżonych, na podłodze lombardu ślad zapachowy, wskazywał jednoznacznie, że był na miejscu zdarzenia. Na ich obecność wskazują również logowania się telefonów komórkowych w stacji bazowej. Istnieje związek poszlak. Wobec trzeciego z wytypowanych nie wyciągnięto konsekwencji. Lokal był obserwowany przez oskarżonych. Nie był dla nich miejscem wycieczek, czy miejscem, gdzie mieliby się ogrzać w trudnych warunkach atmosferycznych. Po rozpoznaniu dokonali czynu przestępczego, o wysokiej szkodliwości społecznej – dodał.

Obrona: świadek M. całkowicie niewiarygodna

Z oskarżeniem nie zgodzili się zarówno sami zainteresowani, jak i reprezentujący ich interesy mec. Marek Jesionek.

– Nawet z przywołanych poszlak trudno jest złożyć nierozerwalny łańcuch, przypisując popełnienie przestępstwa – mówił. – Akt oskarżenia opiera się głównie na zeznaniach M. W mojej ocenie jest świadkiem, którego wiarygodność budzi mocne kontrowersje. Same jej stwierdzenia, że „być może ma taką wiedzę, kto dokonał napadu”, budzą wątpliwości. Wiarygodność ta musi ulec weryfikacji o pozostały materiał dowodowy. M. chciała dogodzić organom ścigania, wytypowała sprawców. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na wątek złamanego serca. Z młodszym z oskarżonych łączyły ją bliskie relacje. Po tym jak rozstali się, mogła go celowo obciążyć. Opieramy się jedynie na przypuszczeniach. Nie ma wątpliwości, że obaj oskarżeni byli częstymi gośćmi lombardu. Dokonywali transakcji, kupowali, sprzedawali, byli kontrahentami. Z opinii osmologicznej wynika, iż młodszy z nich był tam kilka razy. Opinia antropologiczna opisuje wygląd sprawców, a nie wynika z niej, iż byli to wytypowani mężczyźni. Na ich sprawstwo nie mogła również wskazać opinia daktyloskopijna. Przez organy ścigania nie została przeprowadzona bliższa analiza. Młodszy z oskarżonych, co było widoczne na nagraniu z monitoringu z drugiego lombardu, był inaczej ubrany. Gdyby przyjąć, że z jednego miejsca miał przemieść się w drugie, musiałby mieć czas na przebranie się i ucieczkę. To absurdalne. Domysłami nie możemy się posługiwać, jedynie twardymi dowodami – dodał.

Mec. Jesionek, który wnosił o uniewinnienie, odniósł się również do poszlaki związanej z autem, jakie starszy z oskarżonych miał zakupić po przestępstwie. – Na to, by skradzione z lombardu przedmioty, w tym złoto zostały spieniężone, musiał mieć czas. Na zakup samochodu, którego dokonał następnego dnia, po napadzie, był wcześniej umówiony. Mam świadomość, że nie jest osobą świętą, która nie ma nic na sumieniu, ale nie można mu przypisać przestępstwa. Z zeznań świadka Sz. wynika, że o godz. 19, a zatem pół godziny przed napadem był w lokalu przy ul. Kościelnej. Stąd logowanie jego telefonu do bazy w Rynku. Był blisko stacji bazowej, która obsługuje wielu innych użytkowników – przyznał.

Będzie apelacja?

Sąd takim tłumaczeniom nie dał wiary i obu mężczyzn uznał za winnych, przypisywanego im czynu. Starszy z nich, został skazany na 7, a młodszy na 5 lat pozbawienia wolności. Dodatkowo pierwszy z wymienionych ma zapłacić ponad 35 tys. zł tytułem zadośćuczynienia dla okradzionego właściciela lombardu. W stosunku do obu, sąd zdecydował się również przedłużyć o kolejne miesiące stosowanie środka zapobiegawczego w postaci tymczasowego aresztowania do 12 i 17 lutego 2018 r.

– W ocenie sądu, nie budzi wątpliwości, iż oskarżeni złamali prawo. Faktem jest, iż właściciel lombardu wśród wytypowanych wskazał jednego z oskarżonych. W przeszłości był już karany. Wyrok nie jest prawomocny – mówił Janusz Kubicki, przewodniczący składu orzekającego.

Apelację, jak dowiedział się TYGODNIK, zapowiedziała obrona.

RR

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Paragraf

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5