Rak znowu dał o sobie znać

Brody flash

„Licho nie śpi” można powiedzieć parząc na sytuację, w jakiej znalazła się Marianna Lis, była sołtys wsi Ruda w gminie Brody. Po 30 latach odezwała się u kobiety choroba nowotworowa, która niestety już trzy lata uniemożliwia normalne życie i aktywność społeczną

Zawsze pogoda, uśmiechnięta, elegancka – taką zapamiętałam panią Mariannę, kiedy w latach 2007 – 2014 pełniła funkcję sołtysa w Rudzie (gm. Brody). Po ostatnich wyborach w 2014 roku nagle „zniknęła”, wyłączając się zupełnie z aktywności społecznej. Niewielu wówczas wiedziało, że była to decyzja wymuszona stanem zdrowia.

  • Zaczęło się od bólu kręgosłupa. Okropny ból na wysokości klatki piersiowej, wzięłam dużo leków, 60 zastrzyków wybrałam i nic nie pomagało. Ani chodzić, ani leżeć, ani siedzieć. Dokuczliwy ból nie pozwalał normalnie funkcjonować. Prześwietlenie klatki piersiowej nic nie wykazało, dopiero prywatnie poszłam do neurochirurga. Rezonans nie pozostawiał złudzeń – to był rak złośliwy kręgu 4 i 7 – wspomina wydarzenia sprzed przeszło trzech lat Marianna Lis (62 lat).

Był szok i niedowierzanie, rozpacz ogarnęła całą rodzinę. Tym bardziej, że pani Maria ma już za sobą doświadczenia związane z chorobą nowotworową.

  • Choroba odezwała się po 30 latach. Nawet lekarze byli zaskoczeni, bo przez 20 lat badań mówili, że jestem „czysta” i na pewno nie umrę na raka. Wtedy miałam powiększony węzeł chłonny w pachwinie, który został usunięty operacyjnie. Były naświetlenia, chemioterapia – wspomina pani Maria. – Myślałam, że już więcej mnie to nie spotka, tym bardziej, że po tamtych przejściach urodziłam jeszcze najmłodszą córkę – dodaje mam czterech córek i sześciorga wnucząt.

W ślad za diagnozą neurochirurga poszła szybka decyzja o operacji, którą pani Maria przeszła 31 marca 2015 roku. Z neurochirurgii w Kielcach kobieta została skierowana na onkologię, pod opieką której pozostaje do dziś. Z kręgosłupa nowotwór zrobił przerzut do płuc. Sześć serii chemioterapii przez pół roku, potem chemia co trzy miesiące.

  • Na 11 miesięcy się uspokoiło i znowu pojawiły się niepokojące wyniki. Teraz jestem znowu w trakcie chemioterapii, ale lekowej, którą mogę przyjmować w domu. To mnie cieszy, bo pobyt w szpitalu jest okropny. Tyle młodych kobiet choruje, aż żal patrzeć, jak ludzie cierpią – mówi pomimo swoich doświadczeń.

Po pierwszej chemii pani Marii wyszyły włosy, zmieniły się z czarnych na siwe. Straciła też na wadze, opadła z sił. Ale nie przejmuje się tym. Najważniejsze, że jest w domu, wśród swoich, powolutku dochodzi do siebie. Chociaż przyznaje – łatwo nie jest. Bo kosztowne leczenie robi swoje a poza tym każdy ruch nie daje zapomnieć o chorobie.

  • Przynajmniej trzy razy w miesiącu dojeżdżam do Kielc, stale mam badania krwi, tomograf, który monitoruje wszystkie organy miękkie. Ostatnio wyniki pokazały, że chorobą cofnęła się o 17 proc. – cieszy się była sołtys i z nadzieją patrzy w przyszłość. – Nie marzę o niczym innym, tylko, żeby być zdrowym, popatrzeć jeszcze trochę na ten świat, jak wnuczki rosną…

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.