Jaką tajemnicę zna jedyny, żyjący świadek?

flash Paragraf

W jaki sposób w prywatnym, drewnianym domu pojawił się pożar i co ostatecznie przyczyniło się do śmierci dwóch mieszkańców naszego regionu? Na dwa, zasadnicze pytania odpowiedzi próbuje znaleźć Prokuratura Rejonowa w Starachowicach, która prowadzi postępowanie w sprawie tragicznego zdarzenia, do jakiego doszło w nocy z 20 na 21 marca przy ul. Leśnej. W momencie kiedy pozwoli mu na to stan zdrowia, przesłuchany ma być trzeci z uczestników zdarzenia.

– Z naszych ustaleń wynika, że jeden z lokatorów mieszkania, po północy poszedł na stację paliw po zakupy. Kiedy wrócił, zauważył w mieszkaniu silne zadymienie. Nie miał telefonu, aby powiadomić służby ratunkowe i pobiegł z powrotem na stację. Stamtąd wezwano pomoc – relacjonuje Marcin Nyga, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Starachowicach.

Strażacy przy pomocy kamery termowizyjnej przeszukali lokal i wynieśli na zewnątrz dwóch nieprzytomnych mężczyzn. U ewakuowanych nie stwierdzono funkcji życiowych. Ratownicy razem z ekipą pogotowia przystąpili do resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Działanie przyniosło skutek u jednego z mężczyzn, któremu po upływie kilkunastu minut powrócił oddech i tętno. Poszkodowanego przewieziono do specjalistycznej placówki medycznej w Siemianowicach Śląskich. Pod koniec tygodnia, do policjantów dotarła smutna informacja. Życia 39-latka nie udało się uratować. W drugim przypadku niestety czynności ratunkowe nie przyniosły rezultatu. Lekarz na miejscu stwierdził zgon 63-latka.

Kilka dni temu przeprowadzona została sekcja włok mężczyzny. Prowadząca postępowanie w tej sprawie Prokuratura Rejonowa w Starachowicach, czeka na ostateczne jej wyniki. ]

– Z pewnością poznamy je w najbliższych dniach – poinformował TYGODNIK prokurator Jerzy Krystyniecki. Wstępnie mówi się o tym, iż do śmierci wspomnianej dwójki mógł przyczynić się toksyczny i niebezpieczny dla życia i zdrowia dym. W mieszkaniu paliła się wersalka, co spowodowało, iż w środku panowało duże zadymienie. Być może kluczowe znaczenie dla losów śledztwa będzie mieć wiedza i informacje, jakie w najbliższych dniach prokuraturze ma przekazać trzeci z uczestników zdarzenia. O kogo chodzi?

Mężczyzna – jak dowiedział się TYGODNIK – także trafił do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich.

– Czekamy do momentu, kiedy przede wszystkim stan zdrowia mężczyzny poprawi się i będzie można nawiązać z nim kontakt – podkreśla prok. Krystyniecki. – Dopóki nie będzie to możliwe, pewnych zaplanowanych czynności procesowych nie jesteśmy w stanie wykonać – dodaje nasz rozmówca. Mieszkaniec powiatu starachowickiego tak naprawdę pozostał jedynym z tych, którzy przeżyli tragedię. Czy złożone przez niego zeznania rzucą nowe światło na ustalenie przyczyn dramatu? Tego nie wiadomo. Pewne jest natomiast, iż starachowiccy śledczy posiłkować się będą opinią biegłego z zakresu pożarnictwa.

– Czekamy na ten dokument. Dopóki go nie będzie, trudno w tym momencie mówić o przyczynach. Ustalamy dokładne okoliczności i przebieg zdarzenia – podkreśla prok. Krystyniecki. Więcej szczęścia mieli lokatorzy dwóch innych mieszkań znajdujących się w budynku. Na czas akcji gaśniczej zostali oni ewakuowani. Jedna rodzina schroniła się u znajomych, druga pod opieką strażaków poczekała do zakończenia akcji i wróciła do mieszkania po jego przewietrzeniu i stwierdzeniu, że jest bezpiecznie.

Czy wiesz, że…
Dwójka mieszkańców Starachowic, która poniosła śmierć to kolejne tegoroczne ofiary pożarów. Pod koniec stycznia, przy ul. Mickiewicza palił się budynek wielorodzinny. Lekarzom nie udało się uratować 44-latki, która trafiła do Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich. Dach nad głową straciło wówczas blisko 30 osób.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.