Jestem spoza układu

flash

TYGODNIK: Czyta pan portale internetowe lub śledzi media społecznościowe? Po tym jak został pan prezesem miejskiej spółki, zaczęto głośno mówić, że Krzysztof Rędziak to „człowiek ze starego układu”.

K. RĘDZIAK, PREZES ZEC STARACHOWICE: – Słyszałem o takich komentarzach, ale nie ekscytuję się nimi. Czy poprzedni prezes namaścił mnie na nowego szefa ZEC? Takie słowa z jednej strony są przykre, z drugiej śmieszą mnie. Dlaczego? Jeśli wszystko byłoby O.K., pan Ciepluch nadal przebywałby w tym gabinecie, a Krzysztof Rędziak nie udzielał panu wywiadu w roli prezesa spółki. Z informacji jakie miałem wynikało, że pan Ciepluch miał pozostać na tym stanowisku do ogłoszenia konkursu. Stało się inaczej, a zadecydował o tym prezydent Materek. Jako zgromadzenie wspólników miał do tego pełne prawo. Nie każdy, któremu je proponowano chciał się zgodzić.

Panu łatwo było powiedzieć „tak”?

– Decyzja, o tym by objąć stanowisko prezesa spółki była trudna, zwłaszcza w kontekście przykrych wydarzeń z ostatnich lat. ZEC nie jest w rewelacyjnej sytuacji zarówno finansowej jak i gospodarczej. Firma za ubiegły rok co prawda zanotowała zysk, ale nie ukrywajmy: mógł być większy. Oprócz zysków są i wydatki, w tym pożyczki do spłacenia liczone w milionach złotych, związane z kupnem opału przed zimą. Wracając do prezesury… Nominacja na to stanowisko była jak gwiazdka z nieba (śmiech). Wszystko potoczyło się w ciągu 2 dni. Nad zastanowienie się nad decyzją miałem tak naprawdę noc.

Jak pracuje się z myślą, że lada moment zostanie ogłoszony konkurs, który wyłoni nowego szefa ZEC?

– Zgodnie z tym, co zapowiedział prezydent, konkurs zostanie ogłoszony w marcu. Zakład znam jak własną kieszeń, bo pracuję w nim od ponad 20 lat. Wcześniej z ZEC miałem kontakt, prowadząc własną działalność gospodarczą. Co przez te lata zmieniło się w firmie? Bardzo dużo, począwszy od automatyzacji ciepłowni, poprzez likwidację lokalnych kotłowni, które działały na paliwie miałowym. Nie miały filtrów zabezpieczających ochronę środowiska. Współpracę z którym z dotychczasowych prezesów wspominam najlepiej? Duet Staniszewski – Gębura. Na temat innych, za pośrednictwem prasy nie chcę się wypowiadać. Mam na ten temat prywatne zdanie, ale zachowam je dla siebie. Profil firmy znam świetnie, przez 5 lat zasiadałem w Radzie Nadzorczej ZEC. Prezydent delegował mnie z dotychczasowego stanowiska.

Weźmie pan udział w konkursie?

– Czekam na ogłoszenie jego warunków. Dopiero wtedy podejmę decyzję czy w nim wystartuje. Chociaż mam duże opory ze strony żony. Zawsze powtarza: masz swój zawód, nie musisz być prezesem. Bycie szefem takiej firmy wiąże się oczywiście z awansem i większym wynagrodzeniem. Bym pozostał na tym stanowisku zmianie musiałyby ulec plany rodzinne. Miałem się wyprowadzać. Zapytał mnie pan czy czuje się człowiekiem „układu”. Jeśli nim bym był, przez tyle lat nie byłbym mistrzem, a co najmniej kierownikiem. Ponieważ potrafiłem się postawić prezesom, wysyłano mnie niejako za karę na zesłanie na ciepłownię na Michałowie. Stanowczy na pewno jestem.

Nie tak dawno pytaliśmy prezesa Cieplucha czy łatwo będzie znaleźć fachowca w dziedzinie ciepłownictwa, który przyjdzie do ZEC pracować za ponad 6 tys. zł do ręki. Odpowiedź była jednoznaczna. Jakie jest pana zdanie na ten temat?

– Niełatwo, bo w branży energetycznej obowiązują wyższe niż obecna stawki. Grubo powyżej 10 tys. zł. To, że prezydent obniżył pensję na pewno było dobrym zabiegiem PR-owiskim. Wielu mieszkańców wyrażało swoje niezadowolenie z zarobków prezesów spółek miejskich.

W kontekście ZEC często pojawia się nazwisko dostarczającego opał przedsiębiorcy z gminy Pawłów. Niektórzy śmiali się, że przez ostatnie lata to on rozdawał karty w spółce.

– Znam go, oczywiście jako dostawcę węgla. Były sytuacje trudne, w których pomógł firmie. W latach 2006-07 zima była ostra, a ZEC miał problemy z dostawami opału. Samochody przedsiębiorcy z gminy Pawłów przywoziły opał bardzo dobrej jakości. Później jakość węgla spadła, a odbiło się to na aferze związanej z byłym prezydentem i poprzednimi prezesami. Odkąd zostałem prezesem ZEC nie mam z nim kontaktu. W spółce się nie pojawia. Wcześniej podobno bywał i to często. Na pewno jest postacią nietuzinkową, ciekawą samą w sobie.

Kilkanaście miesięcy temu ZEC ogłosił przetarg na dostawę opału. Wybrano 3 firmy: dwie ze Śląska, jedną z Białegostoku. Po badaniu próbek okazało się, że dostarczany węgiel był nie taki jak trzeba. Umowy ze wspomnianymi przedsiębiorcami zerwano, a zapytanie ofertowe wysłano do… firmy rodzinnie związanej ze wspomnianym panem. Nasi Czytelnicy pisali, że najtańszy w Polsce węgiel jest w gminie Pawłów.

– Nie łudźmy się, że za najniższą cenę kupujemy najtańszy węgiel. Firma z Białegostoku sprowadzająca węgiel ze Wschodu, przywoziła do ZEC opał bardzo dobrej jakości. Był on droższy, ale i lepszy od węgla dostarczanego przez pana o którym rozmawiamy. ZEC ma spore zapasy opału, którego przy takiej pogodzie jak obecnie spokojnie powinny wystarczyć do jesieni. Mieszkańcy mogą spać spokojnie.

Dokonał pan korekt w schemacie organizacyjnym spółki? Szykują się przyjęcia czy raczej można spodziewać się zwolnień?

– Jestem tymczasowym prezesem, więc ruchów kadrowych nie zamierzam robić. Umowy na czas określony i umowy zlecenia, które wygasną nie zostaną przedłużone. Staram się ograniczać koszty administracyjne. Do końca grudnia z firmy odeszło kilka osób, którym prezes Ciepluch nie przedłużył umów. Podstawa to odchudzanie biura. Musimy zejść z kosztów. Co prawda wpływają podania z prośbą o przyjęcie do firmy, ale w tym roku takowych ZEC nie przewiduje. W tej chwili załoga liczy 109 osób.

Zaczynał jako mistrz warsztatu remontowego
Krzysztof Rędziak zanim objął stanowisko prezesa ZEC, pracował jako mistrz wydziału wytwarzania ciepła. W spółce miejskiej zaczynał jako mistrz warsztatu remontowego, tworząc później grupę remontową. Pełnił również funkcję zastępcy kierownika działu przygotowania produkcji oraz specjalisty ds. inwestycji.

 

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.