Na łyczku życie ważył

flash Historia

W poprzednim odcinku pisałem o inż. Józefie Rybskim, znawcy kopalnictwa rud żelaza w Starachowicach i okolicy, zmarłym 30 lat temu. Pozostawione przez niego opracowanie stanowi cenne źródło wiedzy, dotyczącej zarówno czasów współczesnych, jak i dawnych.

W dzisiejszym odcinku przytoczę niektóre podane przez niego szczegóły, dotyczące zwłaszcza nazw, używanych w naszym górnictwie:

Smug – to pas terenu, w głębi którego zalegają złoża rudy. Mieliśmy w obrębie dzisiejszych Starachowic Czałczyński Smug i Pakułowy Smug. Pierwszy rozciągał się w poprzek dzisiejszej ulicy Radomskiej za Urzędem Miejskim, a drugi obejmował część dzisiejszego parku miejskiego, należącą do Pakuły.

Duklak był dołkiem w ziemi, zwykle obudowanym, z którego dobywano płytko zalegające pokłady minerału. Gdy poczęto sięgać do głębiej zalegających pokładów, i gdy uruchomiono wyciągi szybowe, duklaki straciły na znaczeniu. Interesowali się nimi jeszcze tylko bezrobotni, starający się zarobić na utrzymanie rodziny poprzez pozyskiwanie z nich resztek minerału.

Szyby służyły do wyciągania ludzi, rudy i płonizny. Także do spuszczania w dół elementów obudowy chodników, oraz do przewietrzania podziemi, w których duchota mogła zagrozić życiu.

Do najstarszych starachowickich kopalni należały te, które znajdowały się w południowej części dzisiejszych Starachowic. Na tym obszarze przed setkami lat funkcjonowały kuźnice. Tu także budowniczy pierwszego starachowickiego wielkiego pieca, opat Aleksander Rupkiewicz rozpoczął „obszerniejsze kopanie rud”. Istniejąca od końca 18 wieku do 1860 roku kopalnia Józef była wyposażona w chodnik odwadniający, mający swe ujście w dolinie Lubianki. W 19 stuleciu na zaopatrzenie starachowickiego wielkiego pieca pracowały jednak głównie kopalnie, znajdujące się w większej odległości. Były nimi m.in. Czerwona w Mircu, Dziewiętniki w Małyszynie, Elżbieta w Tychowie, Władysław na północ od Lubieni, Paweł między Parszowem a Węglowem oraz Zębiec. Do czasu zbudowania kolejek wąskotorowych, a więc do schyłku 19 wieku, rudę z nich dowożono do Starachowic błotnistymi drogami przy użyciu zaprzęgów konnych. Mordęga ludzi i zwierząt.

W opracowaniu inż. Józefa Rybskiego znajdujemy także używane kiedyś nazwy na określenie funkcji, przedmiotów, urządzeń i form organizacyjnych, które dają nam wyobrażenie, jak ciężką była praca górników:

Furta – podziemny chodnik o przekroju zwykle 1,2 do 1,4 metra, w którym pracowano w pozycji głęboko pochylonej lub na klęczkach. Szychta – zmiana rozpoczynająca się na odgłos dzwonu. Kiera – zespół ludzi, składający się z górnika i ciskacza. Kibel – pojemnik z bukowych klepek, z obręczami, służący do przemieszczania rudy i bezużytecznego złoża. Sztygar – bezpośredni przełożony i nadzorca pracujących pod ziemią. Ciskacz – pomocnik górnika, do którego należało wstępne czyszczenie rudy w przodku, a potem przepychanie wypełnionych kibli w kierunku szybu. Kropacz – szmata na kołku, niezbędna do zwilżania kopalnianych listew ślizgowych, ułożonych wzdłuż chodników. Żmuda – drewniana łopatka, którą górnik zeskrobywał ze swych bosych stóp narosłe na nich błoto. Zrażak – urządzenie wyciągowe z drewnianym kołowrotem, obracanym siłą ludzkich rąk przezciągarzy. Łyczko – linawyciągowa,wykonana z łyka drzewnego, często ulegająca zerwaniu. Stąd powiedzenie, że”górnik na łyczku życie waży”. Budki – szałasy sklecone z gałęzi przez zatrudnionych w górnictwie chłopów, którym po szychcie nie opłacało się wracać do odległych domostw. A wobec tego koczowali w lesie.

Pośród rękopisów pozostałych po inż. J. Rybskim, znalazłem m.in. wykonany przez niego i prezentowany dziś szkic, na którym widzimy przekrój szybu z wyciągiem kieratowym. Wyciągi takie, gdzie siłę pociągową stanowiły konie, zastosował u nas w 1913 r. inż. W. Piskor. Były one znacznie wydajniejsze od wcześniejszych zrażaków, obracanych przez robotników.
Aleksander Pawelec

Z kart rodowodu odc. 785, nr. 15/2012

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.