starachowice
home
RSS

Krew ofiar w pamięci ratowników

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

– Było dramatycznie. Walczyliśmy z presją czasu i tym, by jak najszybciej udzielić pomocy osobom poszkodowanym. Ciśnienie sukcesywnie spadało… W szydłowieckim sądzie trwa proces kierowcy obwinionego o doprowadzenie do wypadku w którym zginęły trzy osoby, w tym mieszkańcy Starachowic.…

Wypadek ze skutkiem śmiertelnym, do którego doszło w sierpniu ub.r. to dramat, jaki do dziś opłakują i przeżywają członkowie pochodzącej ze Starachowic rodziny. Tego dnia wracali z warszawskiego lotniska. W Wierzbicy, w ich mazdę uderzył mercedes, którym – jak ustaliła Prokuratura Rejonowa w Szydłowcu – kierował 19-latek bez prawa jazdy. Śledczy przedstawili mu zarzuty m.in. spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelnym, nieudzielenia pomocy poszkodowanym, a także ucieczkę z miejsca zdarzenia. Mieszkaniec woj. mazowieckiego został tymczasowo aresztowany. Za kratami przebywa do dziś, gdzie oczekuje na wyrok.

Ratownik: ich stan pogarszał się

w miniony czwartek (5 października) przed Sądem Rejonowym w Szydłowcu wstrząsającą relację przedstawili m.in. ratownicy medyczni i kierowca 2-osobowego zespołu pogotowia ratunkowego z Szydłowca, którzy byli jednymi z pierwszych osób, jakie dotarły na miejsce tragedii.

– Wyjeżdżaliśmy z Radomia, kiedy przez radio dostaliśmy informację o wypadku w Wierzbicy. Było ok. północy. Zgodnie z procedurą włączyliśmy sygnały świetlne i dźwiękowe, jadąc szybko – powiedział.

– Byliśmy pierwszą karetką. Wraz z upływem kolejnych minut dojeżdżały następne. W tym czasie działali już strażacy. Podjechaliśmy pod rozbity samochód (mazda – przyp.red.), który znajdował się na środku drogi. Jedna osoba była w ciężkim stanie. Szykowałem sprzęt: nosze i deskę. Strażacy wyjmowali kierowcę z auta. Kolega z którym byłem, sprawdził stan pozostałych. W sumie były 4 osoby. Siedząca z tyłu kobieta dawała oznaki życia. Na desce położyliśmy kierowcę i zabraliśmy go do karetki. Zaczęła spadać saturacja. Sytuacja była nieciekawa – dodał.

Na miejsce dojechała już kolejna karetka. – Stan poszkodowanego pogarszał się. Decyzja mogła być tylko jedna: jak najszybszy transport do szpitala. Na zajmowanie się osobami z drugiego pojazdu (mercedes – przyp.red.) nie mieliśmy czasu. Ktoś ze strażaków powiedział nawet, że nie ma takiej potrzeby – stwierdził kierowca pogotowia, który podjeżdżając na miejsce już w odległości ok. 100 m od mazdy, widział leżące na ulicy porozrzucane części auta. – Wyglądało to tak jakby zderzyło się kilka samochodów. Jechaliśmy lewym pasem. Nie widziałem, by te elementy były przenoszone w inne miejsce. Na miejscu nie widziałem również oskarżonego. Dopiero dziś, na sali spotykam go po raz pierwszy. Nie przypominam sobie również, by na ulicy znajdowały się ubrania – przyznał.

Kierowca w szoku

W akcji uczestniczył również ratownik medyczny, który zeznawał jako świadek. – Gdy wyszliśmy z karetki, ktoś krzyczał, że w samochodzie są ciężko ranni. Auto koloru niebieskiego było mocno zniszczone. Zajęliśmy się poszkodowanymi. Pamiętam, iż kierowca był przytomny, ale w szoku. Kolejne dwie osoby siedziały z tyłu. Mężczyzna z lewej strony nie dawał oznak życia. Podobnie jak kobieta, która siedziała z przodu, obok kierowcy. Strażacy wyjmowali kierowcę pierwszego, gdyż do niego najłatwiej było dotrzeć. Zbadaliśmy go, zabezpieczyliśmy. W tym czasie dołączyła już karetka z lekarzem. Stan pacjenta był ciężki, miał niskie parametry, w tym ciśnienie. Mężczyzna nie wiedział nawet jak się nazywa. Dopiero, kiedy dojechaliśmy do szpitala w Radomiu ocknął się. Nie wiedział jak się tam znalazł. Nie było czasu na to, by porozmawiać z nim. Byliśmy pod presją – dodał.

Poszkodowany kierowca trafił na oddział chirurgiczny. – Mieliśmy co robić. Na początku przez radio była informacja o mniejszej ilości poszkodowanych, ale w naszej pracy takie sytuacje często się zdarzają, że dopiero na miejscu dowiadujemy się ile osób rzeczywiście potrzebuje pomocy. Najbardziej zależało nam na tym, by podtrzymać jego funkcje życiowe.

Oskarżonego nie widziałem na miejscu wypadku. Być może ktoś tam stał, ale było ciemno. W tamtej sytuacji chyba nie poznałabym nawet znajomego. Oskarżonego na pewno nie rozpoznałbym. Części auta leżały na drodze, były porozrzucane, rozciągnięte na pewnym odcinku. Było kilka osób postronnych – zaznaczył.

Bezskuteczne poszukiwania?

W czwartek na pytania stron odpowiadali także: znajomy ojca oskarżonego oraz były pracownik firmy, prowadzonej przez ojca 19-latka.

– Na miejscu byłem po zdarzeniu, ok. godz. 23-24, ale poszkodowanych nie było. Została policja i strażacy. Dostałem telefon od ojca oskarżonego, bym tam pojechać. Blisko nie podchodziłem. Oskarżonego również nie było. Po telefonie od ojca, pojechaliśmy szukać chłopaka, po polach, ale bez efektu. Nie pamiętam czy dzwoniłem na jego telefon. Poszukiwania, w których brały udział także inne osoby zakończyliśmy, kiedy robiło się widno. Jego ojciec powiedział, że syn nie wrócił do domu na noc – mówił.

46-latek, jak podkreślił, w szpitalu w Skarżysku chciał natomiast odwiedzić poszkodowanego mężczyznę, który miał jechać mercedesem- tym co oskarżony.

– Widzieliśmy go tylko przez drzwi, bo wejścia do pokoju pilnowała policja. Spisano nas. Wiem, że w mercedesie podróżowały 4 osoby. Nie rozmawiałem kto siedział za kierownicą. Prawdą jest, że oskarżony brał udział w zwodach driftu odbywających się na terenie Mazowsza – tłumaczył.

Telefoniczny kontakt z oskarżonym miał natomiast, były pracownik firmy należącej do ojca chłopaka. – Zadzwonił do mnie i stwierdził, iż jego syn miał wypadek. Poszedłem tam, bo mam blisko, ok. 1 km. Była w tym czasie karetka, straż. Z oskarżonym rozmawiałem przez telefon. Powiedział, że jest przy wypadku. Stwierdziłem do niego: „to ja tam lecę”. Zadzwoniłem raz jeszcze, ale komórka już milczała, nie było sygnału, tak jakby bateria się rozładowała. Potem jego ojciec zadzwonił ponownie do mnie i poprosił, bym pomógł w poszukiwaniach. Byłem wtedy po grillu, gdzie piliśmy alkohol. Chodziliśmy za domami, ale nie było tam oskarżonego. Później z ojcem już nie rozmawiałem, wiem, że jego syn zgłosił się do prokuratury – opisywał.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Paragraf

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5