starachowice
home
RSS

Boże, dlaczego mnie opuściłeś?!

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

– Modliłam się przez całą noc, w nadziei, że nic mi się nie stanie. Nie chciałabym tego przeżyć jeszcze raz – podkreśla w rozmowie z TYGODNIK-iem pani Anna (59 l.), mieszkanka ulicy Wschodniej w Starachowicach. Kobieta spędziła czwartkowy (5 października) wieczór w samotności, a szalejący nad powiatem orkan Xavier, zmiótł z domu w którym była blaszany dach. – Pytałam Boga, dlaczego to stało się akurat mnie? – dodaje.…

TYGODNIK: Jak wyglądał czwartkowy wieczór?

59-LETNIA MIESZKANKA UL. WSCHODNIEJ W STARACHOWICACH: – Ok. godz. 21 położyłam się spać. Wcześniej byłam w domu, wykonywałam zwykłe, codzienne obowiązki. Zaczął padać deszcz, wiał silny wiatr. W domu było zimno. Napaliłam w piecu. Robiło się na przemian ciemno i jasno. Wstałam z łóżka, wyjrzałam przez okno. Na zewnątrz były bałwany deszczu. Powiedziałam: Boże, co się dzieje? Położyłam się ponownie, jednak nie mogłam zasnąć. Przeczuwałam, że może się stać coś złego. Wyłączyłam telewizor.

Co zaniepokoiło panią najbardziej?

– Dźwięk z zewnątrz, który usłyszałam kilka minut przed godz. 23. W pewnym momencie usłyszałam huk, tak jakby coś strzeliło. Podniosłam się z łóżka, poszłam do kuchni, popatrzyłam. Wszystkie rzeczy były na swoich miejscach. Myślałam, że może to być dźwięk z plastikowej butelki. Położyłam się ponownie. Nagle uderzenie. Sądziłam, że wiatr zrzucił z dachu rynnę, która przymocowana została kilka dni temu. Powoli otworzyłam drzwi, spojrzałam. Rynna jest cała. Wróciłam do domu. W przedpokoju, ponownie uderzenie. Tym razem nie zastanawiałam się co to może być. Człowiek w takiej chwili nie myśli o najgorszym, tylko o czymś pozytywnym. Huk, najbardziej głośny było słychać po raz trzeci.

Nie sprawdziła pani tego?

– W domu byłam sama. Bałam się nawet wstać po raz kolejny z łóżka. Pomyślałam, że za chwilę rozpadnie się dom. Modliłam się. Otworzyłam delikatnie drzwi, wyglądając na zewnątrz. Rynny już nie było. Przyrzekłam sobie: niech się dzieje co chce, już nie wychodzę. Założyłam spodnie. Chciałam uciekać z mieszkania. Głowa nie pracowała tak jak powinna. Założyłam na siebie bluzkę, potem drugą, na koniec skafander. Sprawdziłam czy kuchnia letnia nie została uszkodzona. Poszłam do niej. Szukałam latarki lub świeczki. Wyszłam ze środka. Dach leżał oparty o drzewa. Nogi ugięły się pode mną, uklękłam. Widok był straszny. Płakałam, pytając siebie: Boże, dlaczego mnie opuściłeś? Dlaczego to ja?

Sąsiedzi nie zareagowali na to co się stało?

– Nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc. Po kilku minutach ochłonęłam, podniosłam się. Zadzwoniłam do córki, która mieszka w Starachowicach. Próbowałam się z nią skontaktować kilka razy. Telefon milczał. Pomyślałam: trudno, co będzie, to będzie, ale do domu nie wejdę. W końcu odezwała się, pytając co się dzieje? Powiedziała: mamo, czemu tak krzyczysz? Odpowiedziałam: zerwało cały dach, już nie mam do czego wracać. Córka uspokoiła mnie, przyjechała szybko. W międzyczasie powiadomiła syna, który był w Mielcu, gdzie mieszka i pracuje. Przyjechał w piątek (kilka godzin po tragedii – przyp.red.). Jego widok mnie ucieszył, bo nie spodziewałam się, że dotrze do Starachowic tak szybko.

Potem wiatr ucichł?

– Nie od razu. Kiedy rozmawiałyśmy z córką, wiało. Pierwsza fala uderzeniowa, przeszła. Powiedziałam jej: jedź do domu, chyba już nic gorszego nie może się stać. Zostałam sama na noc. Nie spałam w domu. Byłam w letniej kuchni. Nie spałam. Oka nie dało się zmrużyć. Rano dopiero uświadomiłam sobie, jak mogłam na siebie założyć tyle ubrań. Było mi zimno. Trzęsło mną.

Dach jest całkowicie zerwany. Jak szybko uda się go naprawić?

– Syn skontaktował się z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Starachowicach. Nad ranem był również prezydent Marek Materek, pocieszał mnie. Gmina zaoferowała mi pomoc. W środku, na szczęście nic nie ucierpiało. Najważniejsze by jak najszybciej przykryć dach folią, by deszcz nie zalał mieszkania. Na razie mam zostać w domu, który oglądali już strażacy. Kominy zostały zniszczone. Napalić w piecu nie mogę.

Co zostało zniszczone?
W nocy wiatr zerwał z dachu domu pani Anny pokrywającą go blachę, uszkodził dwa kominy, wyrwał przyłącze elektryczne i uszkodził fragment dachu i muru na budynku gospodarczym, skąd także wyrwane zostało przyłącze elektryczne.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Rozmaitości Kultura Oświata

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5