starachowice
home
RSS

Pucharowy alfabet, czyli jak Arka dopłynęła do Europy – GALERIA

Nie byli faworytem ekspertów i bukmacherów. Futbol ma jednak to…

Nie byli faworytem ekspertów i bukmacherów. Futbol ma jednak to do siebie, że często lubi sprawiać niespodzianki. O takową na oczach m.in. prezesa PZPN Zbigniewa Bońka i prezydenta RP Andrzeja Dudy, pokusili się futboliści Arki Gdynia, którzy w rozgrywanym na PGE Narodowym finale Pucharu Polski pokonali 2:1 poznańskiego Lecha. W drużynie znad morza pierwsze skrzypce grał kapitan Krzysztof Sobieraj, były obrońca Staru Starachowice, który grubo ponad 10 lat temu, jako gracz zielono-czarnych wywalczył awans do III ligi. 

A jak atmosfera. Wtorkowy finał Pucharu Polski, podobnie jak przed rokiem, kiedy mierzyły się w nim Lech Poznań oraz Legia Warszawa, udowodnił jak wielkie znaczenie ma otoczka meczu i oprawa jaką stworzyli kibice obu drużyn.

B jak bramkarz. Po ostatnim gwizdku arbitra wiele mówiło się o strzelcach dwóch goli, którzy zapewnili zespołowi Leszka Ojrzyńskiego trofeum. Na miano cichego bohatera zasłużył jednak golkiper Arki Pavels Steinbors. Kibice pamiętają jego błąd w starciu półfinałowym z Wigrami Suwałki, kiedy to łotewski bramkarz wypuścił futbolówkę z rąk, nie mając świadomości, że za jego plecami czai się Damian Kądzior. W wtorek stanął na wysokości zadnia i zrehabilitował się w najlepszy z możliwych sposobów broniąc groźne strzały lechitów.

D jak drugi raz. Klub z Gdyni zwycięzcą turnieju określanego przed laty rywalizacją tysiąca drużyn, był po raz drugi (za pierwszym razem Arka sięgała po PP w 1979 r.). – Nikt nie może jednak powiedzieć, że przypadkowo – stwierdził po finale szczęśliwy kapitan Krzysztof Sobieraj.

E jak Europa. Triumfator tegorocznej edycji PP, jeśli chce marzyć o dobrym występie w europejskich pucharach i pokazaniu się na Starym Kontynencie, w letnim okienku transferowym musi dokonać wzmocnień. Bez tego, Arce trudno będzie godnie reprezentować Polskę na międzynarodowej arenie.

F jak faworyt. To drużyna z Bułgarskiej miała rządzić i dzielić na murawie PGE Narodowego. Lech nie przypominał zespołu, sprzed kilku tygodni, kiedy choćby na początku roku wygrywał pewnie i wysoko. Czyżby podopieczni Nenada Bjelicy zlekceważyli przeciwnika?

K jak kapitan. Krzysztof Sobieraj – bo o nim mowa – świetnie poradził sobie nie tylko w roli jednego z dwójki środkowych obrońców, ale przede wszystkim kierował poczynaniami całego bloku obronnego. Związany z regionem świętokrzyskim piłkarz (w przeszłości reprezentował barwy m.in. Korony Kielce, KSZO Ostrowiec Św., Staru Starachowice, Heko Czermno, AKS-u Busko) w karierze przechodził wzloty i upadki. W wielu 35 lat sięgnął po puchar, który jak podkreślił, jest spełnieniem jego marzeń.

M jak Majewski Radosław. Rozgrywający Lecha był jedną z najjaśniejszych postaci na murawie. W końcówce regulaminowego czasu gry mógł sam przesądzić o losach rywalizacji. Były pomocnik warszawskiej Polonii fatalnie spudłował. Piłka po jego uderzeniu minęła słupek gdyńskiej Arki.

S jak Siemaszko Rafał. Wykorzystał idealnie dla siebie i swojej ekipy fatalną pomyłkę dwóch poznańskich defensorów i celnym uderzeniem głową zaskoczył bramkarza Lecha. Faktem jest, iż lepiej w tej sytuacji mógł zachować się Burić. Siemaszko po trafieniu cieszył się jak dziecko.

T jak taktyka. Strategia jaką obrał na finał PP nowy szkoleniowiec zespołu z Gdyni Leszek Ojrzyński okazała się strzałem w dziesiątkę. Jego piłkarze nastawieni byli na grę z kontrataku, swoich szans szukając dopiero w dogrywce. Ich pierwsza, skuteczna akcja zakończyła się golem na 1:0.

Z jak Zarandia Luka. Gruzin na murawie PGE Narodowego pojawił się w 71. minucie, kiedy zastąpił mało widocznego Przemysława Trytko. Co zapamiętamy z jego gry? Bez wątpienia indywidualną akcję, przy której bezradny był pomocnik Kolejorza Łukasz Trałka (nie był w stanie, nawet nieprzepisowo zatrzymać rozpędzonego zawodnika Arki). Zarandia nie miał problemów z pokonaniem Jasmina Buricia.

Ż jak żelazna konsekwencja. Celem gdynian było przede wszystkim to, by nie stracić bramki. Żółto-niebiescy byli konsekwentni w tym co robią.

Z Warszawy Rafał Roman

 

Finał Pucharu Polski

2 maja 2017, Warszawa, PGE Narodowy

LECH POZNAŃ – ARKA GDYNIA po dogrywce 1:2 (0:0, 0:0)

0:1 Rafał Siemaszko (107), 0:2 Luka Zarandia (111), 1:2 Łukasz Trałka (119)

Sędziował: Tomasz Musiał (Kraków). Widzów: 43 760.

LECH: Burić – Kędziora, Bednarek, Nielsen (110. Răduț), Kostewycz – Kownacki (74. Makuszewski), Trałka, Gajos, Majewski, Jevtić (85. Pawłowski) – Robak Ż. Trener: Nenad Bjelica.

ARKA: Šteinbors – Socha, Marcjanik, Sobieraj, Warcholak – M. Vinícius Ż (55. Siemaszko), Łukasiewicz Ż, Marciniak, Szwoch Ż, Božok (83. Hofbauer) – Trytko (71. Zarandia Ż). Trener: Leszek Ojrzyński.

GALERIA

Sport

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Galeria

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5