starachowice
home
RSS

Gdy nie było taksówek osobowych

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

Gdy nie istniały jeszcze taksówki samochodowe – dorożki konne odgrywały…

Gdy nie istniały jeszcze taksówki samochodowe – dorożki konne odgrywały znaczną rolę. Zwłaszcza w miastach i dużych ośrodkach przemysłowych, takich jak Starachowice.

W miarę upływu czasu zmieniały one swój wygląd. Podobnie jak potem samochody były stale doskonalone pod względem technicznym i estetycznym. Wyposażano je w resory, coraz bardziej wygodne fotele, hamulce, boczne oświetlenie naftowe na amortyzatorach, zaś żelazne obręcze ich kół zastępowano gumowymi. Wiele z nich, pięknie przy tym polakierowanych, prezentowało się znakomicie. Jazda taką odkrytą dorożką wywoływała zazdrość wśród mniej zasobnych w gotówkę. Nikt w końcu nie nazywał tych środków lokomocji dryndulami, bo już nie trzęsły i poruszały się płynnie.

W dokumentach archiwalnych zachowało się sporo wzmianek na temat starachowickich dorożek.

Z ogłoszenia Wydziału Gospodarczego Zakładów Starachowickich z 13 listopada 1926 r. wynika, że dwie będące do wynajęcia dorożki, należące do Wagnera, miały swe miejsce postojowe obok domu Bielskiego przy ulicy Starachowickiej. Trzecia dorożka, której właścicielem był Przemyski, posiadała swą bazę przy ulicy Sztolni (potem Krywki) obok domu nr 127.

W latach 30, zwłaszcza w drugiej połowie tej dekady, liczba miejscowych dorożek bardzo wzrosła.

Okazuje się, że w 1937 roku kilkudziesięciu obywateli miało u nas zezwolenie na świadczenie usług dorożkarskich, co nie znaczy, że aż tyle było dorożek. Nazwiska uprawnionych powtarzają się, z czego wniosek, że ten sam pojazd obsługiwali na zmianę dwaj bracia, albo ojciec i syn.

A oto niektóre wynotowane nazwiska: Dawid Topfler, Germin Topfler, Icek Nudelman, Szlama Nudelman, Andrzej Barszcz, Najdech Kochan, Michel Wajnberg, Josek Wajnberg, Chil Wajnberg, Nusym Winograd, Edward Lisicki, Mordka Pracownik, Szmul Chajton, Jankiel Dębski, Wiesław Rakowski, Roman Szcześniak…

Liczba obywateli narodowości żydowskiej wśród dorożkarzy była jak widać znaczna, z czego wniosek, że Żydzi w naszym mieście zajmowali się nie tylko handlem. Wspomniana teczka archiwalna zawiera oprócz nazwisk także zdjęcia owych wierzbnickich dorożkarzy.

W wymienionym zbiorze jest też zatwierdzony przez Zarząd Miejski i obowiązujący od listopada 1937 r. cennik. Okazuje się, że przy wyliczaniu należności za przejazd brano pod uwagę zarówno przebytą odległość, jak i czas korzystania z dorożki.

Przykładowo: za kurs z rynku na Majówkę Wierzbnicką trzeba było zapłacić od 1,0 do 1,2 złotego. Ale na nieco bardziej oddaloną Majówkę Starachowicką już od 1,0 do 1,5 złotego. Kto został przewieziony na Orłowo I lub Orłowo II – płacił od 1,5 do 2,0 zł. Najwięcej, bo prawie 2,5 złotego, kosztował przejazd na Bugaj położony bliżej Wąchocka.

Jeśli czas przejazdu nie przekroczył 15 minut, znaczyło to, że nie było przekroczenia. A jeśli więcej – doliczano całą godzinę.

Z dorożek korzystały w znacznym stopniu osoby przybywające do Zakładów Starachowickich pociągami, a wysiadające na stacji kolejowej w Wierzbniku. Z miejscowych – zwłaszcza lepiej sytuowana inteligencja techniczna.

Były dorożki wykorzystywane także m.in. na niedzielne wypady za miasto. Miejscem urządzania różnego rodzaju majówek, pikników i ognisk połączonych ze śpiewem i tańcami, było zwłaszcza pokopalniane uroczysko leśne pod Lubienią.

A wówczas dorożkarze mogli liczyć na większe przychody, bo liczyła się zarówno odległość, jak i czas.

Aleksander Pawelec

Na załączonym zdjęciu jedna z dorożek podczas postoju przy ulicy Sztolnia (ostatnio Krywki, obecnie Rotm. Witolda Pileckiego)

Dodaj komentarz

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Historia

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5