starachowice
home
RSS

Milik „odpalił” w błyskawicznym tempie

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

– Sam talent w piłce nożnej to nie wszystko. Potrzebny jest przede wszystkim charakter, a Arek go posiada i dzięki niemu jest tu, gdzie jest – podkreśla w rozmowie z TYGODNIK-iem Krzysztof Bogucki, wychowanek Staru Starachowice, który od 1986 r. związany jest jako szkoleniowiec z Rozwojem Katowice. Bogucki należy do tych trenerów, którzy jako pierwsi poznali się na talencie Arkadiusza Milika, reprezentanta Polski, byłego gracza Górnika Zabrze, holenderskiego Ajaxu, a obecnie czołowej drużyny włoskiej Serie A.…

TYGODNIK: Być może niewielu kibiców wie, że jako młody zawodnik Arkadiusz Milik, ponad 10 lat temu rozgrywał świetne mecze, w czasie turniejów w Starachowicach. Już wtedy było widać różnicę w umiejętnościach i wyszkoleniu technicznym na tle kolegów z zespołu czy innych drużyn?

K. BOGUCKI, TRENER ROZWOJU KATOWICE: – W pamięci utkwił turniej, rozgrywany ponad 10 lat temu. Do Starachowic, na zaproszenie Juventy przyjechaliśmy z drużyną rocznika 1993. Arek był rok młodszy, a jak wiadomo różnica 12 miesięcy na tym etapie szkolenia u tak młodych ludzi to sporo. Zagraliśmy wyśmienicie. Miał charakterystyczną fryzurę. Głowa ogolona praktycznie na łyso (śmiech). Po zakończeniu turnieju, siedliśmy wspólnie z trenerem Mirkiem Niekłaniem oraz moim klubowym kolegą Sławomirem Mogilanem i zastanawialiśmy się na tym, jak rozdzielić sprawiedliwie nagrody dla najlepszego zawodnika oraz króla strzelców. Liderem klasyfikacji strzelców okazał się Arek. Już wtedy na tle innych chłopców był wyróżniającą się postacią.

Z turnieju na turniej, jego kolekcja powiększała się.

– Jak pokazały późniejsze lata, drużyna złożona z chłopców urodzonych w 1994 r. była mocna na tle innych. Przygodę z futbolem na wysokim poziomie kontynuuje nie tylko Arek, ale także kilku innych. Dwójce Wojciech Król (obecnie Rozwój Katowice – przyp.red.), Przemysław Szymiński (obrońca Wisła Płock – przyp.red.) przepowiadano wielkie kariery. Niektórzy wyżej cenili umiejętności wspomnianej dwójki niż Arka. Życie napisało jednak inny scenariusz. Większość goli, które zdobywa Milik pada po uderzeniach lewą nogą. Już jako młody chłopiec, miał świetnie ułożoną stopę. Samo to nie przyszło.

Milik to potwierdzenie tezy, że w sporcie, a zwłaszcza w takiej dyscyplinie jak futbol, ciężką pracą osiąga się wiele?

– Rozmawiając o nim warto podkreślić jeden fakt: w życiu nie miał łatwo. Mieszkał z bratem Łukaszem, kiedy w rodzinie nie zaczęło się dziać najlepiej. Arek miał sporo szczęścia, kiedy trafił pod skrzydła trenera Sławomira Mogilana. Był dla niego jak drugi ojciec. Pomagał mu na każdym kroku, wspierał pod względem finansowym. Arek nie mieszkał w Katowicach. Na treningi dojeżdżał z Tychów jako 8-latek. Bez opiekuna. Autobusem, wielokrotnie z przesiadkami. Był obecny na każdych zajęciach. W jego przypadku nie było wymówek, że jest chory, lub mu się nie chce.

Kiedy w jego rozwoju nastąpił przełom?

– Z zespołem pojechaliśmy na zgrupowanie do Mszany. W wolnym czasie od treningów, jego koledzy z zespołu schodzili do sali, gdzie znajdowały się komputery. Arek zamiast grać na komputerze, brał piłki i szedł na boisko. Doskonalił technikę, strzelał na bramkę. Miał mega profesjonalne podejście do obowiązków. Nie pomylę się jeśli powiem, że urodził się z futbolówką pod pachą. Dojrzewał szybko. Z roku na rok. Był samodzielny. Jest silny mentalnie, ma mocny charakter. Realia w piłce na przestrzeni ostatnich lat mocno się zmieniły. Dziś na dzieci się chucha i dmucha. Niekiedy śmiejemy się z trenerami, iż chłopcy przywożeni są z pudełka. W wieku 12 lat grał ze starszymi od siebie o 3 lata. Później drogi powoli zaczęły się rozchodzić. Arek do dziś nie wstydzi się mówić o tym, iż jego boiskowym ojcem był trener Mogilan. Wielkim plusem tego szkoleniowca było to, że nie miał dzieci, rodziny i innych obowiązków. Mógł skupić się tylko i wyłącznie na pracy z młodymi piłkarzami. Mecz meczem, trening treningiem, ale do domu trzeba było wracać.

Wspólnie z trenerem Mogilanem pracowaliście w klubie z Katowic. Wiele razy wasze zespoły z roczników 1994 i 1995 jeździły razem nie tylko na obozy, ale także mecze. To w jaki sposób dziś napastnik włoskiego Napoli „odpalił” było dla pana zaskoczeniem?

– Absolutnie nie. Ponad 10 lat temu, nie było tak wielu boisk ze sztuczną nawierzchnią na których można było trenować zimą. W tym okresie pracowaliśmy na hali. Praca i cały background w przypadku Arka musiały dać pozytywne efekty. Aczkolwiek jako młody chłopiec przechodził różne etapy. Pamiętam turniej, w którym zespół rocznika 1994 rozgrywał spotkania w eliminacjach do mistrzostw Polski. Rywalami Rozwoju były ekipy z Górnego Śląska. Na fali był Wojtek Król. Wówczas pojawiały się pytania czy da radę. Jednym z ważniejszych momentów był fakt, iż Milik został zauważony przez trenera Adama Nawałkę.

Obecny selekcjoner piłkarskiej reprezentacji Polski zaprosił go do Górnika Zabrze. To Nawałka postawił na niego.

– Pamiętam kiedy kiedy trener Nawałka pracował w GKS-ie Katowice. Z boiskami w mieście nie było łatwo. Seniorzy „Gieksy” trenowali przed nami. Byliśmy już przygotowani do zajęć i tego by wejść na murawę. Podszedł do mnie i zapytał: przepraszam, trenerze czy możemy zostać jeszcze na 20 minut i dokończyć zajęcia? Zaskoczył mnie pozytywnie. Byli tacy szkoleniowcy, którzy powiedzieliby: proszę zejść, bo I drużyna ma trening. Wówczas już zaczęto mówić o Arku. Przyjechał do nas Marek Jóźwiak, były zawodnik warszawskiej Legii, a wówczas skaut wojskowych. Zaprosił Arka i Wojtka Króla na obóz. Do Rozwoju przyszedł mail z kwotą, jaką Legia chciała zapłacić za obu – pół miliona zł. Dostali sprzęt i pojechali z drużyną Młodej Ekstraklasy do Włoch. Po powrocie Arek powiedział: nigdy więcej w Legii. Zapytałem go, co się stało. Odpowiedział: jeden z zawodników pali papierosy, drugi pije alkohol. Pojechali na obóz czy wczasy? Nie mógł uwierzyć, że takie sytuacje w takim klubie jak Legia mogą mieć miejsce. Jego profesjonalizm zderzył się z życiem. Prawda jest taka, że gdyby o Arka czy Konrada Nowaka nie upomniał się trener Nawałka, kto wie gdzie obaj by dziś byli.

Nawałka był w 100 procentach przekonany do Milika?

– Ważne było to, że tak Arek jak i inni wychowankowie Rozwoju zgodzili się na przejście do Górnika Zabrze. Firma taka jak Górnik grała w Ekstraklasie. Dla młodych zawodników przejście, było wielką szansą na pokazanie się w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce. Początkowo Arek nie był do końca przekonany. Treningi u Nawałki nie należały do łatwych, lekkich i przyjemnych. Stąd szacunek do niego. W Zabrzu jego talent eksplodował. Zrobiło się o nim głośno, pojawiło się zainteresowanie menadżerów i zagranicznych klubów. W końcu oferta z Niemiec z Bayeru Leverkusen. Z trenerami zastanawialiśmy się nad tym, czy podoła zadaniu. Sądziliśmy, że wróci do Zabrza. Stało się inaczej. Przeszedł do Ajaxu Amsterdam. Ten krok w jego karierze to nic innego niż mistrzostwo świata. Odpalił na maxa. I niech nie zwalnia tempa.

Milika nie ominęły poważne kontuzje, ale zdołał się po nich szybko podnieść.

– Maił problemy z plecami. Niekiedy odbijało się to na jego formie.

Czy wiesz, że…
Krzysztof Bogucki (ur. w 1963 r.) jest wychowankiem Staru Starachowice. Barw Staru bronił od 1977 r. Drużynę w której występował prowadzili tacy szkoleniowcy jak: B. Ciszek oraz J. Glibowski. Na początku lat 80-tych przeniósł się do Orląt Dęblin, a od 1986 r. związany był z Rozwojem Katowice, w którym po zakończeniu przygody z piłką w roli zawodnika, rozpoczął pracę jako trener grup młodzieżowych. Prowadził kadrę województwa śląskiego. Jako zawodnik w 1981 r. z reprezentacją województwa świętokrzyskiego sięgnął po tytuł mistrza Polski (turniej U-18 rozgrywany był w Szczecinie).

 

Szymański przerwał serię Milika
W grudniu 2003 roku, a zatem blisko 12 miesięcy od zakończenia turnieju o puchar Tygodnika Starachowickiego, w czasie którego brylował 8-letni Arkadiusz Milik, wychowanek starachowickiej Juventy – Jan Szymański przerwał skuteczną serię snajpera Rozwoju. W finale turnieju w Krakowie, starachowiczanie pod wodzą trenera Mirosława Niekłania ulegli ekipie ze stolicy Górnego Śląska 0:3. Szymański z 6 trafieniami został królem strzelców.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Sport

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5