starachowice
home
RSS

Na sentymenty w drużynie nie mam czasu

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

– Zrobię wszystko by we współpracy z zarządem klubu, po zakończeniu rundy jesiennej nasi kibice byli szczęśliwi. Liczę na wsparcie wielu osób – powiedział w czasie pierwszego spotkania z przedstawicielami lokalnych mediów Jerzy Rot, nowy szkoleniowiec Staru Starachowice, który zastąpił na tym stanowisku Artura Andułę. Jakie cele i oczekiwania przedstawił przed nim zarząd klubu z ul. Szkolnej, w jaki sposób zamierza dotrzeć do zawodników?…

TYGODNIK: Mówi się, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki. Dlaczego tak doświadczony szkoleniowiec wybrał Star?

J. ROT, NOWY TRENER STARU: – Znam środowisko, ludzi, którzy związani są z futbolem. Chciałbym nawiązać do tradycji związanych ze Starem. Oczywiście przy pełnym wsparciu osób, jakim leżą na sercu zielono-czarne barwy. W dłuższej perspektywie liczę na pomoc trenera Zdzisława Spadło, człowieka którego w Starachowicach należy szanować. Obejmując stery w Juvencie, miałem zespół silny kadrowo. Oczywiście do sukcesu jakim był awans do klasy okręgowej dołożyłem cegiełkę. Wierzę w to, że współpraca na linii zarząd-trener-zawodnicy okaże się owocna dla każdej z wymienionych stron. Nie powiem na pewno, że znajdziemy się na jednym z dwóch miejsc, jakie gwarantują awans do IV ligi. W futbolu nie ma 100-procentowych pewniaków, co nie oznacza jednak, że Star stoi na straconej pozycji. Wprost przeciwnie. Wiele czynników wskazuje na to, iż szansa na awans jest realna.

Granat opuszcza pan w sytuacji, która dla wielu wydawać mogłaby się dziwna. Drużyna jest w czołówce tabeli i podobnie jak Star walczy o najwyższe cele.

– Pracując wcześniej w Orliczu Suchedniów czy Neptunie Końskie byłem trenerem zadaniowym. W przeszłości pracowałem w klubie, w którym na mecze lataliśmy samolotami. Piłka na tym poziomie, a świętokrzyski futbol to dwa różne światy, których z pewnością nie można porównywać. Dostrzegłem wielką różnicę w mentalności, podejściu zawodników do wykonywanej pracy, etc. Był czas, kiedy chciałem dać sobie spokój z piłką seniorską. Pojawiła się propozycja z Granatu, na którą przystałem. Niedopuszczalnym był fakt, że w klubie rządzą zawodnicy, a nie trener. Wszedłem do szatni z prezesem Granatu i od zawodników usłyszałem zdanie: trenerze, chcemy porozmawiać z prezesem. Wyszedłem, przebrałem się. Przegrałem z szatnią. Życie szkoleniowca nie znosi próżni. Pracuje się w tym miejscu, gdzie kogoś chcą. Nie miałem żalu do działaczy skarżyskiego klubu. Po raz drugi zdecydowałem się na Granat, bo chciałem udowodnić, że ten klub na świętokrzyskiej mapie, po tłustych latach nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. W Skarżysku została spalona ziemia. Nie czuję się wypalony. Lubię wyzwania, a z pewnością takim będzie Star. Dokształcam się, pracuję nad sobą.

Odchodząc z Granatu zostawił pan spaloną ziemię?

– W rozmowie z działaczami Granatu zadeklarowałem, że w ciągu kilku miesięcy postaram się zbudować zespół gotowy na najwyższe cele. Określiłem je. Nie byłem zadowolony, kiedy zamknięto mi drogę do zawodników z drużyny juniorów. Skończyło się to dużym konfliktem. Nie byłem w stanie wyobrazić sobie sytuacji, w której trener juniorów nie wyraził zgody na korzystanie z usług wychowanków. W końcu udało się do nich dotrzeć. Po solidnych przygotowaniach w lipcu, odpaliło. Wygrywaliśmy, byliśmy na pozycji lidera. Obowiązywało hasło „bij mistrza”. Być może, niektórzy z młodych chłopców w pewnym momencie nie wytrzymali presji. Końcówka rundy nie była najlepsza w naszym wykonaniu. Od pewnego czasu zaczęły psuć się relacje między mną a zarządem. Nie czułem chęci, że Granat to klub, który chce ze mną dłużej współpracować. Umowa z klubem z Rejowa kończyła się 31 grudnia. Nie było rozmowy na temat jej przedłużenia. Ze Starem szybko doszliśmy do porozumienia. Dom i rodzinę mam w Skarżysku, dlatego byłem zainteresowany pracą blisko miejsca zamieszkania. Nowym zadaniem się nie zachłystuję. Chciałbym na bazie uzdolnionej piłkarsko młodzieży, a takiej w Starachowicach nie brakuje zacząć pracę od podstaw. Postaram się oddać swoje umiejętności. W zawodników chciałbym zaszczepić optymizm i wiarę we własne umiejętności. Ważnym elementem będzie nie tylko stworzenie zespołu, który wygrywa, punktuje, ale otoczki wokół klubu, jego wizerunku. Star podobnie jak Granat czy Radomiak, w którym pracowałem to firma.

Mówi się o tym, że do Staru ma wrócić Damian Senderowski, obrońca Spartakusa Daleszyce. Kogo jeszcze oprócz niego z nowych zawodników będzie miał pan do dyspozycji na pierwszych w nowym roku zajęciach?  

– Już czuję adrenalinę meczową, na samą myśl o pracy z zespołem. Postaram się młodym ludziom jak najwięcej przekazać. Wiele zależy od tego czy będą chętni. Mam nadzieję, że w Starze nie znajdą się tacy, którym moja osoba będzie przeszkadzać. Jeśli się znajdą, podziękuję im. Na sentymenty nie mam czasu. Prezes Krzemiński, ja i trener Zdzisław Spadło jesteśmy na etapie rozmów z zawodnikami, którzy są w naszym zainteresowaniu. Żadnych tajemnic nie będziemy robić. Być może będzie tak, że każdy dzień przyniesie nowe nazwisko. Rozeznanie mam.

Pana poprzednik Artur Anduła, przygotował plan okresu przygotowawczego. Po zamianie na stanowisku trenera można się spodziewać rewolucji w tej kwestii?

– Absolutnie nie. Mamy określoną liczbę spotkań kontrolnych i przeciwników. Trzymamy się planu, który został już opracowany. Nie jesteśmy Śląskiem Wrocław, w którym nowy trener Jan Urban, odwołuje sparingi lub zgrupowania. Musimy zejść na ziemię. Wiemy na czym stoimy.

Wspomniał pan o trenerze Spadło. Ma zostać dołączony do sztabu trenerskiego?

– Na razie nie określamy funkcji. Postaram się skorzystać z jego pomocy zarówno na treningach. Pewne rzeczy będziemy analizować razem. Na każdych zajęciach czy meczu kontrolnym, zawodnicy mają określone zadania na boisku. Po ostatnim gwizdku trzeba ich z tego rozliczać. Co dobre, co złe. To czy w klubie będzie pracował jako trener, asystent trenera i koordynator to kwestia umowna. Dla mnie nie ma znaczenia.

Jak zmierzyłby się pan z opinią, krążącą w środowisku piłkarskim, że do Staru przychodzi człowiek z twardą ręką. Taki, który od zawodników będzie wiele wymagał, stawiał na dyscyplinę.

– Po to tu jestem. Piłka nauczyła mnie mnóstwa zasad. M.in. punktualności. Nie mogę przyjść nieprzygotowanym do zajęć. Jeśli tak by było, zawodnicy to zauważą. Kiedyś była o mnie opinia, że gonię zawodników. Moim wzorem był śp. Leszek Jezierski, były szkoleniowiec Łódzkiego Klubu Sportowego. Czasy się zmieniły. Dziś trenuje się inaczej, na bazie innych obciążeń. Przy układaniu treningów należy wziąć pod uwagę mnóstwo czynników. W tym m.in. bazę, umiejętności poszczególnych graczy. W pewnym momencie moje zajęcia zaczęły ewaluować. M.in. tego wymagać będę od podopiecznych. Szatnia dla zawodników powinna stanowić miejsce pracy. Dlatego muszą ją szanować. Diabeł tkwi w szczegółach. W Granacie byłem trenerem tylko na boisku. Było narzeczeństwo, ale do ślubu nie doszło. Wiele rzeczy, było dla mnie nie do przyjęcia. Czułem się jak brygadzista w fabryce żyletek. W szatni nie ma miejsca na obrażanie się. Każdy z nas jest dorosły. Po to są zebrania, by rozmawiać. Czarodziejskiej różdżki nie mam. Motto jest takie, by przychodząc do klubu, rozstawać się w takiej samej atmosferze jak wcześniej.

Oprócz Staru były jeszcze jakieś inne propozycje?

– Dzień przed konferencją prasową, dostałem telefon z Floty Świnoujście, klubu w którym miałem już okazję pracować. Mam tam wysokie notowania. Nie boję się tego powiedzieć, iż dałem się poznać z dobrej strony. Czułem się tam bardzo dobrze. Jeszcze miesiąc temu mogliśmy rozmawiać. Teraz nie. Pół żartem, pół serio powiedziałem, że ze Starem zrobię dwa awanse i do Świnoujścia będę mógł wrócić. Życie na dwa domy mnie już nie interesuje.

Jaka myśl będzie krążyć po głowie, kiedy na Szkolną przyjedzie Granat?

– W swoim życiu przerobiłem już wiele meczów. Nie ma żadnej presji. Wygramy co najmniej 3 bramkami, a rywal pojedzie do domu. A ja będę miał satysfakcję. Mam przyjaciół i wrogów. Ci ostatni mobilizują mnie do lepszej pracy. Wierzę, że się uda, bo stawiam na solidność.

Czy wiesz, że…
W zimowym okresie przygotowawczym podopieczni Jerzego Rota sprawdzą formę w meczach kontrolnych rozegranych na boisku ze sztuczną trawą w Ożarowie. Rywalami Staru będą kolejno: Świt Ćmielów (4 lutego), Polonia Iłża (11.02), Alit Ożarów (18.02), Orzeł Wierzbica (25.02), a także OKS Opatów (4 marca).

 

Czy wiesz, że…
61-letni Jerzy Rot posiada licencję UEFA A. W rundzie jesiennej prowadził Granat Skarżysko-Kam. Wcześniej pracował m.in. w Starze Starachowice, Juvencie Starachowice, był asystentem Bogusława Baniaka w pierwszoligowej Flocie Świnoujście, asystentem trenera Artura Płatka w Pogoni Szczecin. Pracę szkoleniową zaczął w wieku 32 lat. Wcześniej był piłkarzem, a w wieku 24 lat zakończył przygodę z futbolem z powodu poważnej kontuzji.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Sport

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5