starachowice
home
RSS

O koszmarze musimy jak najszybciej zapomnieć

  • Napisany przez:
  • Skomentuj

Poparzone ręce, głowa, szyja, a także klatka piersiowa. Codzienne wizyty w starachowickim szpitalu na zmianę opatrunku i nadzieja, która trzyma ją przy życiu. Pani Barbara (66 l.) z gminy Brody, dramat jaki rozegrał się w jej domu chce wymazać z pamięci. Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia ogień z palącego się pieca przeniósł się na klatkę schodową. TYGODNIK-owi opowiedziała ze szczegółami, co wydarzyło się w miejscu, które z założenia miało być oazą spokoju.…

TYGODNIK: Podstawowe pytanie jakie ciśnie się na usta dotyczy pani stanu zdrowia. Córka mówiła o tym, że ogień poparzył panią od pasa w górę. Jak się pani czuje po kilku dniach, od tego co wydarzyło się w mieszkaniu?

BARBARA, MIESZKANKA GMINY BRODY, UCIERPIAŁA W POŻARZE: – Poparzone są ręce, głowa, boczna część twarzy, broda i przede wszystkim klatka piersiowa. Fizycznie powoli staram się dochodzić do siebie. Jeżdżę na zmianę opatrunku do szpitala do Starachowic. Psychicznie chciałabym jak najszybciej zapomnieć o tym. Wykasować z pamięci tragedię nie jest jednak łatwo. Trudno opisać słowami to co czuję. Chciałbym aby było to już za mną. Nie tydzień czy dwa tygodnie, tylko miesiąc. Jestem dobrej myśli i wierzę, że wkrótce mój stan zdrowia się poprawi. Szpital opuściłam na własne życzenie. Nadal odczuwam skutki poparzenia. Mam utrudniony ruch głową, muszę ograniczyć wszelkie ruchy. Przez 3 dni nie spałam w ogóle. Non stop na lekach przeciwbólowych.

W którym momencie wybuchł pożar?

– W piecu było już napalone. W pewnym momencie ogień przygasł. Udałam się do kotłowni. Strażacy, którzy przyjechali szybko na miejsce doszli do wniosku, że za blisko znalazłam się przy piecu. Chciałam zajrzeć do środka, uchyliłam drzwiczki. W międzyczasie w pomieszczeniu musiały się zebrać gazy. Nastąpił wybuch. Miałam na sobie kurtkę, która zapaliła się. Próbowałam zrzucić ją z siebie. Kurtkę rzuciłam na podłogę, gdzie leżała wykładzina. Stary gumolit zaczął się topić. Nie pamiętam nawet, w jaki sposób udało mi się stamtąd uciec. Wszystko trwało w ułamkach sekund. Dosłownie chwilę.

Oprócz pani, w domu był ktoś jeszcze?

– Córka oraz wnuczek. Gdyby nie ona, nie wiem jak mogłoby się to skończyć. Pamiętam, że rzuciła mi ręcznik. Poparzenia byłyby pewnie większe, gdyby nie to. W kotłowni gdzie znajduje się piec na węgiel, jest bojler podłączony z instalacją kolektorów słonecznych. Mają rok. Na święta Bożego Narodzenia (z kobietą rozmawialiśmy w miniony czwartek – przyp.red.) zostaliśmy praktycznie bez ciepłej wody. Kilka dni, po pożarze był przedstawiciel firmy, która zakładała instalację. Obiecano nam, że do Wigilii wszystko będzie w porządku. Nadal czekamy. Nie mamy jak się umyć, bo woda była ogrzewana dzięki solarom, nie przy użyciu pieca. Święta spędzimy u siebie.

Córka również doznała obrażeń?

– Nie. Zanim przyjechali strażacy, starała się gasić pożar wodą. Obrażeń nie miała, ale podtruła się dymem. Na górze pomieszczenia były zadymione. Nie była w stanie nawet zejść na dół po schodach. 13-letni wnuczek wybiegł z domu.

Mieszkanie wymaga remontu. Żywioł zniszczył także klatkę schodową.

– Na razie nie myślimy o tym. Otrzymaliśmy szczęście od Boga, że jesteśmy wśród żywych. W piwnicy znajdowało się okno. Kiedy zaczęło się palić, szyba wyleciała, a powietrze dostało się do środka. To tylko jeszcze bardziej pogorszyło sytuację, która i tak była już fatalna. Okno trzeba jak najszybciej wymienić. Pomieszczenie wymaga remontu. Bojler przykryty był pokrowcem wykonanym z łatwopalnego materiału. Musimy stanąć na nogi. Potrzebne są przede wszystkim pieniądze, farby i ręce do pracy. Szacujemy, że wymiana bojlera kosztować będzie ok. 8 tys. zł. Nie są to małe pieniądze.

Gmina zaangażowała się w pomoc dla waszej rodziny?

– Pomogła nam bardzo. Otrzymaliśmy wsparcie pieniężne w kwocie 3 tys. zł. Jesteśmy wdzięczni pani wójt gminy Marzenie Bernat. Nie zostaliśmy sami i to jest w tym momencie najważniejsze. Ludzie na świecie nie mają co jeść, za co żyć. Bez ciepłej wody, nie jesteśmy jednak w stanie normalnie funkcjonować.

Mówi dla TYGODNIK-a
MARCIN NYGA, OFICER PRASOWY KOMENDY POWIATOWEJ PAŃSTWOWEJ STRAŻY POŻARNEJ W STARACHOWICACH: – Do zdarzenia doszło do domu jednorodzinnym przy ul. Piaskowej w Brodach. Znajdowały się w nim trzy osoby. Dwie z nich: kobieta i jej 31-letnia córka własnymi siłami próbowały opanować zagrożenie. 13-latkowi nic się nie stało. Starsza z kobiet z obrażeniami ciała, została przetransportowana do szpitala. Na miejscu pracowały cztery zastępy, w tym z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej w Starachowicach, a także Ochotniczej Straży Pożarnej z Krynek i Brodów. Łącznie 16 strażaków.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.

Protected with IP Blacklist CloudIP Blacklist Cloud

Brody

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Okolice Pawłów Wąchock Mirzec Brody Nowa Słupia Bodzentyn

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5