starachowice
home
RSS

Mało który umiał pisać

  • Napisany przez:

Jeszcze za czasów naszych nieodległych przodków warunki do ukończenia szkoły…

Jeszcze za czasów naszych nieodległych przodków warunki do ukończenia szkoły podstawowej mieli nieliczni. Większość robotników, przyjmowanych do pracy w Zakładach Starachowickich na początku lat dwudziestych ubiegłego stulecia, nie umiała pisać.

W Dziale Kadr byłej FSC znajdował się rejestr osób zatrudnionych w Zakładach Starachowickich po roku 1920.

Zainteresowałem się kiedyś tym wielostronicowym wykazem. Przy każdym nazwisku pracownika podano datę i miejsce jego urodzenia, adres poprzedniego miejsca zamieszkania, posiadane kwalifikacje ogólne i zawodowe, a także ilość dzieci w rodzinie.

Ponieważ dla uogólnień i wniosków trudno było zapoznawać się z biografią każdego wymienionego w tym spisie, wybrałem dla przykładu uszeregowane w kolejności alfabetycznej nazwiska kilkunastu mężczyzn, urodzonych w latach niewoli, których nazwiska zaczynały się na literę W lub Z.

Byli nimi: Marcin Walkiewicz, Jan Wencel, Jan Wiśnios, Maciej Wojteczek, Józef Wyderski, Józef Zaborowski, Wincenty Zabczyński, Józef Zając, Piotr Zatorski, Antoni Zbróg, Łukasz Zdziechowicz, Piotr Zięba, Walenty Zieliński i Wincenty Ziemkiewicz.

Ze spisu wynikało, że tylko trzech spośród nich uczęszczało do szkoły, a byli nimi: Maciej Wojteczek z Bodzentyna, Piotr Zatorski z Nietuliska i Marcin Walkiewicz z Chybic. Wszyscy pozostali nigdy nie zaliczyli przedtem nawet jednej klasy.

Żaden z tej czternastki nie urodził się w Starachowicach lub Wierzbniku. Jako miejsce poprzedniego zamieszkania podali: Wąchock, Rzepin. Styków, Strażnicę koło Końskich, Julianów koło Opatowa, Michałów, Jasieniec, Mniów, Chybice i wymienione już – Bodzentyn, Nietulisko i Chybice.

Stwierdzili, z wyjątkiem jednego, że posiadają na utrzymaniu od trojga do siedmiorga dzieci. Potwierdzało to, że rodziny robotnicze i chłopskie miały kiedyś znacznie liczniejsze niż teraz potomstwo.

Zresztą trudno się dziwić, że napływowi robotnicy to osoby niepiśmienne. Także u nas było niewiele lepiej.

Pierwsza elementarna szkółka w Wierzbniku została założona w 1816 roku. Ale zajęcia, odbywane w izbach prywatnych, bywały przerywane z powodu odchodzenia źle opłacanych nauczycieli, których zmuszano też do dodatkowej pracy w urzędzie municypalnym.

Ostatnie dekady 19 stulecia to okres wzmożonej rusyfikacji i wynikających z tego zmian programowych. Powodowały one zakłócenia w procesie nauczania i wymianę nauczycieli, którzy nie mogli, a może też nie chcieli podporządkować się nowym zarządzeniom.

Pierwszy budynek szkolny, naprzeciw kościoła Świętej Trójcy, zbudowano dopiero w roku 1875. Był drewniany, jednoizbowy, pozbawiony zaplecza, nawet wygódki.

Ze spisu powszechnego, przeprowadzonego w 1897 roku, wynikało, że w guberni radomskiej, do której należały m.in. Wierzbnik i Starachowice, tylko 19 procent kobiet i 25 procent mężczyzn umiało pisać.

Również na początku 20 stulecia, a więc w ostatnim okresie niewoli, dwuklasowe szkółki w Wierzbniku i Starachowicach – gminne, osiedlowe, fabryczne – mogły zapewnić naukę tylko niewielkiej części młodzieży, kwalifikującej się do tego. Nadal brakowało pomieszczeń i nauczycieli.

Po zakończeniu pierwszej wojny światowej i odzyskaniu niepodległości państwowej przyszedł czas odrabiania wieloletnich opóźnień, co wcale, wobec ogólnego zubożenia, nie było łatwe. Władze miejskie przeznaczyły wówczas na naukę widoczny na załączonym zdjęciu budynek przy dzisiejszej ulicy Spółdzielczej, należący przedtem do straży pożarnej.

Dopiero ten umożliwił przyjęcie do szkoły większej liczby chłopców i dziewcząt w wieku 7-14 lat. Pierwszą szkołę z prawdziwego zdarzenia wzniesiono w Wierzbniku dopiero na początku lat 30.

Na zdjęciu budynek straży pożarnej, przystosowany po 1920 roku do nauczania młodzieży.

Aleksander Pawelec

Historia

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5

Najnowsze

  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5